Atrakcje dla dzieci Dolnośląskie

Dolny Śląsk – trochę inny świat tak blisko domu

Aga Bujała
1 września 2021

Zawsze wydawało mi się, że pokazanie komuś własnego kawałka przestrzeni, własnego miasta, czy województwa w którym nie tyle, że aktualnie mieszkasz, co urodziłeś się i zwiedzałeś setki razy, będzie bardzo łatwe. Ta podróż po Dolnym Śląsku w ramach kampanii #urlopwkraju sporo mnie nauczyła.

Po pierwsze tego, że nie musisz przemierzać setek kilometrów, aby poczuć się jak na wakacjach. Przejechaliśmy dosłownie 77 kilometrów od naszego domu i przenieśliśmy się w trochę inny świat, naprawdę poczułam się jak na wakacjach. Nad stawami milickimi wypożyczyliśmy rowery i mknęliśmy z dzieciakami leśnymi dróżkami, mijając z jednej i drugiej strony okalające to miejsce stawy. Cisza, spokój, przestrzeń i zachwyt przy każdym lądowaniu czapli, bociana czy innej grupy ptaków.  Między innymi z tego również znana jest Dolina Baryczy. 

Dowiedziałam się również, że smakują mi pierogi z karpiem😊. Nigdy wcześniej nie jadłam i gdy zobaczyłam w karcie dań w „Gospodzie 8 Ryb” pomyślałam, że jeśli mam coś zjeść nowego, stworzonego z karpia to muszę to zrobić w Miliczu – to był strzał w 10.  Centrum edukacyjno-turystyczne Naturum, przy którym mieści się restauracja (a gdzie wypożyczaliśmy również rowery) oferuje również darmowy wstęp do Zwierzyńca, ogromnego placu zabaw, muzeum rybołówstwa i skansenu czyli domu rybaka. Jeśli planujecie wypad do Milicza to zarezerwujcie sobie cały dzień, a nawet i dwa! W razie niepogody polecamy również Muzeum Bombki w Miliczu. Muzeum powstało w miejscu starej fabryki bombek, która znana była na całym świecie. Koniecznie wykupcie sobie przewodnika w audiobooku, może was zaskoczyć, ale więcej nie zdradzę by nie popsuć zwiedzania.

Złoto na wyciągnięcie ręki

To co kiedyś znaliśmy, odkryliśmy, zwiedziliśmy mogło się bardzo zmienić – dlatego warto wracać. W Kopalni Złota w Złotym stoku byłam jako nastolatka na wycieczce klasowej. Okazało się jednak, że z biegiem lat to miejsce niesamowicie się rozwinęło. Dziś to aż 4 miejsca do zwiedzania : Kopalnia Złota i Sztolnia Gertruda, Osada Górnicza, Sztolnia Ochorwa oraz zwiedzanie zalanych fragmentów kopalni łodziami (ale tu już mamy limit wiekowy od 8 lat). Sami decydujemy ile z tych atrakcji chcemy zobaczyć kupując odpowiedni pakiet. Do każdego z tych miejsc wchodzimy z przewodnikiem. Jeśli obawiacie się, że mniejsze dzieciaki się nie zaciekawią to nie słusznie, przewodnicy mają taki dar, ze dzieci się pośmieją i zaciekawią, a dorośli zaspokoją ciekawość i do edukują. Kopalnie zwiedzaliśmy ok. 1,5 godziny, polecam zabrać coś na wierzch, nawet jeśli planujecie zwiedzanie w upalny dzień. Zwiedzanie, jazda kolejką wewnątrz kopalni, eksponaty interaktywne, czy nawet podziemny wodospad. Wybraliśmy również Osadę Górniczą, co i wam polecam. Dodatkowo zafundowaliśmy naszym dzieciakom za kilka złotych płukanie złota, zastanawiam się jak to zorganizować w domu, bo moich wiecznie rozbieganych dzieci po prostu nie było, tak się zaangażowały, że każdy z nich przywiózł do domu próbówkę pełną złota na pamiątkę.

Mimo, że mieszkam na Dolnym Śląsku są miejsca koło których często przejeżdżamy, ale zawsze mówimy „kiedyś musimy tu przyjechać”. Tak było z Kłodzkiem. Malownicze miasteczko, które słynie głownie z Twierdzy, ale jak się okazało nie tylko. Twierdza Kłodzko przede wszystkim zaskoczyła mnie tym, że w sklepiku z pamiątkami można kupić granaty. Dla pasjonatów militariów to nie mała gratka. Nawet mnie zaciekawił bardzo przemyślany układ architektoniczny tego miejsca oraz historia, choć nie powiem, widok z samej góry robił również ogromne wrażenie. Będąc w tym miejscu warto wybrać się na Rynek oraz na most gotycki na Młynówce, przypomina on odrobine mniejszy most Karola w Pradze, choć ten w Kłodzku jest o wiele starszy. 

Jak byliśmy już tak blisko to musieliśmy nocować w Hotelu Holimo. Uwielbiamy to miejsce, pięknie położone, a przy tym stworzone dla rodzin z dziećmi. Fajny basen, jacuzzi z widokiem, pyszne jedzenie. No i najważniejsze animacje. Fajnie jest tak po prostu usiąść i móc odpocząć, gdy najmłodsi bawią się w najlepsze, a dodatkowo prócz animacji mają sale zabaw. Tak wypijesz ciepłą kawę na siedząco – będąc nawet mamą dwójki  małych dzieci.

Kolejny dzień zaskoczył nas deszczem. Choć prognozy mówiły o porannych niewielkich opadach deszczu, to jednak utrzymywał się on aż do południa. Na ten dzień planowaliśmy góry i wiedzieliśmy, że szlak będzie błotnisty. Ale Dolny Śląsk jest miejscem, gdzie łatwo szybko opracować plan B. Zajechaliśmy do miejscowości Polanica Zdrój. Polecamy to miejsce na spacer, zarówno po miasteczku jak i przepięknym parku Zdrojowym. Będąc tu warto udać się do Domu Zdrojowego i skosztować wysoko mineralizowanej wody o prozdrowotnych właściwościach. Mieliśmy przed sobą piękny wieczór więc uznaliśmy, że plan góry jest do zrealizowania choć w innej odsłonie. Błędne Skały, które znajdują się nieopodal Kudowy, to idealne miejsce na krótką wyprawę. Mamy dwie opcje. Zatrzymać się na parkingu na dole i przemierzyć drogę w górę (ok 40 minut) bądź za dodatkową opłatą wjechać na górny parking. Jazda w tym miejscu odbywa się w sposób wahadłowy i są wyznaczone godziny wjazdu i zjazdu. Z górnego parkingu rozpościera się przepiękna panorama, a to dopiero początek podróży. Błędne Skały to zespół skalny pełen wąskich przejść i niesamowitego klimatu. Dla dzieci to trochę taki plac zabaw, tylko stworzony przez naturę. Nasze dzieci miały nie mały ubaw, gdy my kombinowaliśmy jakby się tu przedostać, a one spokojnie przechodziły w niewielkich szczelinach. Spokojnie możecie się tam wybrać z dzieciakami. Trasa to krótka pętelka bez większych przewyższeń.

Po całym aktywnym dniu wieczór i kolejny dzień spędziliśmy w kolejnym rodzinnym hotel Verde Montana. Byliśmy w tym miejscu kilka lat temu i widzimy jak niesamowicie się rozwinęło. Wewnętrzne i zewnętrze baseny dostosowane dla małych i dużych. Cudowna kuchnia i sala zabaw z małpim gajem. Musze przyznać, że wyspałam się tam jak nigdy. 

Tajemnicze i magiczne miejsca

Kolejne miejsce jest totalnie magiczne. Zagórze Śląskie i stworzone przez tamę jezioro Bystrzyckie. Dzikie, piękne i lekko tajemnicze. W zakolu jest urokliwy pensjonat Fregata. Nie udało nam się dostać tam miejsca noclegowego, ale wybraliśmy się tam na obiad i deser. Widok jest niezapomniany. Jeśli szukacie miejsca na romantyczny wypad rocznicowy, lub jako niespodzianka dla drugiej połówki to koniecznie musicie je sprawdzić.

Niedaleko tego miejsca jest Zamek Grodno stojący na szczycie góry Choina. Zwiedzanie odbywa się w raz z przewodnikiem. Dla dzieci nie był on wielką atrakcją, ale dla nas dorosłych już owszem. Szczególnie polecamy udać się tam jesienią, gdy drzewa się czerwienią, a góra sprawia wrażenie jakby stała w ogniu. 

Sentymentalne podróże

W całej podróży po Dolnym Śląsku, chcieliśmy zabrać naszych obserwujących w taką podróż naszymi oczami. Trochę tak jakbyśmy zabierali na zwiedzanie naszego województwa najlepszych przyjaciół. Chcieliśmy odkryć coś nowego, ale również pokazać miejsca, w których od dawna serduszko bije nam mocniej.

Do żadnego miejsca nie mamy takiego sentymentu, jak do Szrenicy. Z samego rana udaliśmy się pod wyciąg, by punkt 9 wsiąść na kolejkę i wjechać na szczyt. Choć tu można byłoby zakończyć podróż rozkoszując się widokami, to my zdecydowanie postawiliśmy na górską wędrówkę. Ze Szrenicy, przez Trzy Świnki udaliśmy się 4km do Śnieżnych Kotłów, moim zdaniem najpiękniejszego miejsca w Karkonoszach. Wracając jednak zmieniliśmy trasę i zboczyliśmy na szlak prowadzący do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Trasa ta jest bardzo widokowa, otwarta, i zaskakująca roślinnością. W schronisku napełniliśmy brzuchy plackami i pomidorową i ruszyliśmy z powrotem w górę do Szrenicy. Trasa nazywa się mokrą drogą, ponieważ drewniane pomosty okalają tereny podmokłe.  Cała trasa to ok. 10 km i ocenić możemy ją jako średniej trudności, myśląc oczywiście o dzieciach. Szrenice uważamy za schronisko z ogromnym klimatem, ale i najlepszym jedzeniem w całych Karkonoszach. A naleśniki z jagodami i serem nigdzie nie smakują tak jak tam. 

W Szklarskiej Porębie chcieliśmy coś zrobić dla dzieciaków i tu wybraliśmy Trollandie, czyli park linowy. Mają tam kilka tras z różnym poziomem trudności. Jest trasa Trollinka dla maluszków, a dostęp jest całodniowy, więc możecie przyjść w południe i na tej samej bransoletce wrócić pod wieczór. 

Kolejny na naszej trasie był Zamek Czocha. Muszę przyznać, że to jeden z moich ulubionych. Historia tego miejsca choć długa, to jedna z najciekawszych. Odnosi się do właściciela, który mieszkał w tym miejscu jeszcze w czasie wojny. To właśnie jego eksponaty widzimy w zamku. Syn piekarza, który swoim sprytem, pracowitościom i poniekąd szczęściem i smykałką do interesu dorobił się ogromnych pieniędzy, dzięki którym nabył zamek, a również sporo zainwestował w renowacje. Zamek, oraz przyległe tereny są wręcz bajkowe.

Z tego miejsca już rzut beretem mamy Dolinę Pereł. Nazwa wzięła się od tego, że w tym miejscu faktycznie były skójki perłorodne i urządzane były poszukiwania pereł. Dziś to teren spacerowy, idealny na niedzielny spacer. Nie zastaniecie tu tłumów, a ciszę i przyrodę. 

Tu jest moje serce, tu jest mój dom

Gdyby ktoś zapytał, gdzie na Dolnym Śląsku jest moje serce to bez wąchania powiedziałabym, że w Bolesławcu. Tu się urodziłam, chodziłam do szkoły i po raz pierwszy się zakochałam. Choć miasto głownie słynie z ceramiki ma do zaoferowania zdecydowanie więcej. Przepiękny rynek, staw rekreacyjny, termy, najdłuższy wiadukt w Europie, przez który przepływa rzeka Bóbr. Oczywiście postanowiłam pokazać dzieciom Żywe Muzeum Ceramiki, aby mogły zobaczyć jak się wyrabia, zdobi i zabezpiecza ceramikę. Najbardziej podobały im się warsztaty, gdzie mogli wykonać swój własny kubek na pamiątkę. 

Każde z naszych miejsc noclegowych nieco różni się od siebie, ale to w którym spaliśmy w Bolesławcu jest totalnie unikatowe. Hotel Ambasada i piwnica Paryska to miejsce, które bardzo wam polecam. Połączenie Francji i Bolesławca, trochę jak rozdarcie serca. Myślę, że coś w tym jest bo właściciel hotelu, przez wiele lat mieszkał w Paryżu i był współpracownikiem znakomitego mima Marcela Marcou. Tą sztukę tu czuć, choć kompletnie nie będziecie czuli się w hotelu jak przy eksponatach. Jeśli lubicie klimatyczne miejsca, dopieszczone do granic możliwości, francuski szyk, komfort i wygodę, a do tego pyszną kawę o poranku w Ceramice Bolesławieckiej, to koniecznie musicie je odwiedzić. No i polecam tatara – majstersztyk.

Turyści we własnym mieście

Ostatnie miejsce na naszej mapie to Wrocław. Na co dzień mieszkamy we Wrocławiu i doszłam do tego, że nigdy nie byliśmy w tym miejscu jak turyści. Zabrałam walizkę, mojego syna i powiedziałam – zróbmy coś pierwszy raz! I pojechaliśmy spać do hotelu w mieście w którym mieszkamy. Art Hotel ma świetną lokalizacje i polecam go na każdy rodzaj podróży, czy to romantyczny wyjazdy, czy wycieczka z dziećmi, czy imprezowy wypad z przyjaciółkami. Jakbym miała najtrafniej określić lokalizacje, to z imprezy spokojnie wrócicie bez butów i jednocześnie nie będzie wam przeszkadzał gwar nocnego życia. Nigdzie nie przyjęto mnie z dzieckiem jak tam. Ignaś dostał swoją kartę pokojową z krasnalem, kolorowankę, małe kapciuszki hotelowe i szlafroczek, a w łazience czekały dziecięce kosmetyki. 

Wyszliśmy na rynek, w pierwszym sklepie z pamiątkami zakupiliśmy mapę z krasnalami i rozpoczęliśmy wielkie poszukiwanie krasnoludków. Ile to frajdy i to nie tylko dla dorosłych. Gdy małe oczka bacznie śledzą ukryte w uliczkach figurki krasnali, dorosły ma okazje nacieszyć się widokiem zabytkowej części Wrocławia.

Koniecznie odwiedźcie Wyspę Słodową – tu dzieje się studenckie życie przez cały czas. Wieczorem obierzcie kierunek Ostrów Tumski, najstarszą część Wrocławia. Jeśli spotkacie pana w czarnej pelerynie po zmroku – to macie szczęście – to latarnik, który co noc na Ostrowie Tumskim zapala gazowe latarnie. Z dziećmi polecam wam także Teatr lalek i przepiękny park z placem zabaw obok niego. Znajduje się tam też bajkowa karuzela. Wybierzcie się też do Kolejkowa, Zoo i Afrykarium oraz Hydropolis, czyli interaktywnego muzeum wody. Wrocław na jeden dzień to zdecydowanie zbyt mało.