Miejsca przyjazne rodzinie Dolnośląskie

Przygoda, przygoda czyli wakacje pod chmurką

#urlopwkraju
16 października 2020

Ten rok dla nas wszystkich był wyjątkowy. Nas zmotywował żeby wreszcie zabrać naszego pierworodnego na urlop objazdowy, który łączył 3 województwa a w każdym z nich spaliśmy w różny sposób. Na dobry początek rzuciło nas w dolnośląskie na wakacje pod chmurką. To był nasz pierwszy urlop pod namiotem i zdecydowanie kolejne przed nami. Młody człowiek złapał bakcyla a to dla nas najważniejsze. Opowiemy Wam jak można zacząć przygodę pod namiotem a jednocześnie spędzić fajnie czas przez 3-4 dni.

Wybraliśmy na nasz wypad województwo dolnośląskie i okolice Kłodzka. Dlaczego? A dlatego że okolice Kłodzka mają nam do zaoferowania mnóstwo atrakcji od miejsc historycznych przez ukochane góry po atrakcje dla dzieciaków. Dodatkowo w samym Kłodzku na zboczu Twierdzy Kłodzko znajduje się Camping na stoku Twierdzy. Miejsce rewelacyjnie położone jako baza wypadowa. Ma pole campingowe, domki campingowe, pensjonat i własną restaurację. Awaryjnie wszystko czego potrzeba i każdy znajdzie tu miejsce dla siebie. Dodatkowo ciepła woda w standardzie bez dodatkowych kosztów a ze względu na zmienną pogodę, chłodne noce (podróżowaliśmy we wrześniu) i pierwszą namiotową przygodę było to dla nas istotne.

Myśląc perspektywicznie o kolejnych już wakacjach w hotelu pod chmurką postawiliśmy na 4 osobowy namiot Bering 4 od Coleman Polska. Stelaż z włókna szklanego, podłoga polietylenowa która zapewnia dobrą ochronę przed mokrą ziemią i deszczem. Matka natura zadbała o nas i przetestowaliśmy wodoodporność na deszcz. Śmiało mogę powiedzieć, że wyszliśmy z namiotu suchymi stopami. 🙂 Nie można nie napisać tutaj, że nawet największy laik świetnie poradzi sobie z jego składaniem. Instrukcja, wspólna praca i namiot stoi w 20 minut.   

Namiot ma 2 sypialnie więc ulubione przytulanki w komplecie też mogły pojechać z nami a wysoki i przestronny przedsionek dawał komfort zarówno przy słabej pogodzie jak i sprawdzi się podczas dłuższego urlopu. My w przedsionku spędzaliśmy chłodne wieczory, gdzie mogliśmy pograć w gry czy poczytać książki.  Z myślą także już o przyszłości postawiliśmy na materace Campingaz Quickbed Single. Pompowały się szybko i nawet mały człowiek był w stanie napompować je sam zwykłą pompką do materacy. Dodatkowo mają system zaworu z podwójną blokadą, co zapobiega uciekaniu powietrza, utrudnia kombinowanie i zabawę przy nim małych rączek.  Co ważne, mają delikatny dla skóry i przyjemny materiał. Pewnie wykorzystamy je też w domu kiedy wpadną goście.

Ach, jeśli jeździcie w miejsca gdzie wokół są piękne widoki koniecznie spójrzcie na namiot Octagon BlackOut. Ten sprzęt daje niesamowitą frajdę z przebywania na łonie natury. Zapewnia panoramiczny widok 360°. Jest przestronny i daje mnóstwo możliwości. Może pełnić funkcję luksusowej sypialni glampingowej, sprawdzi się jako pokój zabaw dla dzieci, albo też wspólny festiwalowy namiot lub „salon” dla grupki przyjaciół. Dodatkowo świetnie sprawdzi się jako moskitiera. Wystarczy, że zdejmiesz tropik namiotu a zamienisz swój Octagon w przenośną moskitierę, idealną do ogrodu na przyjemne wieczory z przyjaciółmi i rodziną. Jak każdy namiot Coleman tak i Octagon ma system łatwego montażu i składania a torba na kółkach ułatwia transport i przechowywanie.

Wracając do naszego wyjazdu śpiwory wybraliśmy takie same dla całej naszej trójki. Pan Syn szybko urośnie i kupowanie mniejszego wydało nam się bez sensu. Postawiliśmy na śpiwory Silverton Comfort 150 od Coleman. Mnie nocnemu zmarzluchowi dawał cudowny komfort. Pan Tata jest typem gorącego człowieka więc dla niego było nawet trochę za ciepło, ale i Pan Syn opatulał się i przesypiał dzielnie całe noce w swojej sypialni, nie narzekając na bądź co bądź chłodne już noce. Najzimniejszej nocy było ledwie 6 stopni i wilgotno, co potęgowało odczucie chłodu a śpiwory świetnie się sprawdziły.

Co dla nas było bardzo ważne. Jechaliśmy na 2 tygodnie, we wrześniu kiedy można spodziewać się lata i jesieni. Musieliśmy więc zabrać rzeczy na każdą pogodę. A i tak z całym sprzętem, namiotem, materacami, śpiworami spokojnie zmieściliśmy się do naszej kompaktowej renault megane.

Samo Kłodzko to mega urokliwe miasteczko a ponad 1000 letnia historia miasta wymaga uwagi  

Twierdza Kłodzko – jeden z najcenniejszych zabytków Dolnego Śląska

Historia twierdzy sięga X wieku, kiedy na wzgórzu powstał średniowieczny drewniany warowny gród. Przebudowany potem na murowany mieszkalno-obronny zamek władców aż po nowoczesny system fortyfikacyjny zaprojektowany zgodnie z najnowszymi, jak na XVII i XVIII wiek, wymaganiami sztuki wojennej.

Największa przebudowa, z której większość zmian przetrwała do dziś, zaczęła się w XVII w. W 1622 r. wrocławski architekt i fortyfikator Valentin von Säbisch opracował projekt wzmocnienia zamku i przekształcenia go w twierdzę o narysie bastionowym. Drugi, ostateczny etap rozbudowy twierdza zawdzięcza królowi pruskiemu Fryderykowi II, który po odebraniu Austrii Hrabstwa Kłodzkiego po I wojnie śląskiej w 1742 r., wydał rozkaz rozbudowy Twierdzy Kłodzko, jako jednego z najważniejszych punktów obrony granic państwa. Projektantem został generał i fortyfikator Gerhard Cornelius von Walrave. W 1769 r. zbudowano najwyższy punkt twierdzy – donżon – masywną wieżę przewidzianą jako ostatnie miejsce oporu i organizacji kontrataku.

Z wyższych partii Twierdzy rozciąga się przepiękna panorama na miasto i okoliczne góry. Widoki absolutnie cudowne. Wewnątrz możecie zobaczyć dobrze zachowane ślady kultury militarnej, wystawy poświęcone historii Twierdzy i miasta, a w podziemnych labiryntach na zwiedzających czekają klimaty dawnego żołnierskiego życia. Na odważnych czeka także ok 14 m tunelu w wymiarach 1 m wysokości i 70 cm szerokości. Mega przygoda.

Labirynt to fragment chodników kontrminerskich. Podczas oblężenia twierdzy, jedną z metod walki było robienie przez wrogów podkopów pod dzieła obronne twierdzy w celu ich wysadzenia. Dlatego też w twierdzy stworzono system chodników kontrminerskich, czyli korytarzy, którymi obrońcy warowni mogli wysadzać stanowiska artyleryjskie nieprzyjaciela oblegającego twierdzę i likwidować ewentualne podkopy wroga. Nigdy nie zostały wykorzystane w praktyce. Stanowią za to doskonały historyczny pamiętnik. Przewodnicy z poczuciem humoru przekazują ogromną wiedzę a to dodatkowa zaleta.

„Mała Twierdza” czyli fort na Owczej Górze

Kiedy Prusacy zajęli tereny hrabstwa kłodzkiego oraz Dolnego Śląska w konsekwencji wojny siedmioletniej plany Fryderyka II obejmowały umocnienie nowo zdobytych terenów poprzez budowę twierdz i warowni. Jednym z obiektów przejętych przez Prusaków była poddana przez Austriakom w 1742 roku Twierdza Kłodzko.

W tym okresie powstał też fort na Owczej Górze. Zaprojektowany został jako fort oddalony twierdzy Kłodzko. Pomysł fortu oddalonego zaczerpnięto z twierdzy w Moguncji. W roku 1743 wybitny fortyfikator, znawca francuskiej szkoły fortyfikacyjnej, generał Gerhard Cornelius de Wallrave sporządził nowe projekty dla miasta Kłodzka. W projekcie ujął budowę fortu na Owczej Górze.

Prace rozpoczęto po 1743 roku. Na początku kierował nimi Walrave, który jednak popadł w niełaskę i zastąpiony został przez pułkownika inżyniera Christiana Friedricha von Wredego. To właśnie jemu zawdzięcza się budowę zupełnie nowego, wielkiego fortu na Owczej Górze. Całość prac trwała 19 lat i przyniosła rezultat w postaci silnego fortu, całkowicie zabezpieczającego podejście do twierdzy od wschodniej strony i blokującego dolinę Nysy Kłodzkiej. Z taktycznego punktu widzenia było to najważniejsze przedsięwzięcie, jakie podjęli fortyfikatorzy Twierdzy Kłodzkiej.

Fort miał chronić twierdzę główną, uniemożliwiać ostrzeliwanie jej ze wzniesienia i ułatwiać obserwację przedpoli.

Rewelacyjne miejsce, ogromny teren, niesamowita precyzja i kunszt, które widać gołym okiem. Kawałek dobrej historii XVII-XVIII w. Nie wiele jest już miejsc tak zachowanych z tym większą frajdą zaglądaliśmy w każde dostępne miejsce tutaj.

Podziemna Trasa Turystyczna im. 1000-lecia Państwa Polskiego

Pod kłodzką starówką ciągną się podziemia, dzisiaj udostępniane częściowo do zwiedzania. Podziemne tunele, chodniki i korytarze są efektem pracy mieszczan, którzy już od XIII w. stale powiększali swoje piwnice. Przed laty służyły one jako magazyny, w których handlarze przechowywali i ukrywali swoje towary. W głębokich piwnicach domów przechowywano również sławne kłodzkie piwo a niska i wyrównana temperatura przez wszystkie pory roku powodowała, że można było w nich łatwo przechowywać duże ilości żywności.  Niestety na początku XX w., a zwłaszcza w okresie II wojny światowej zapomniano o podziemiach. Nie konserwowano systemu odwadniającego, a spływająca woda zalewała lochy i piwnice. Skutki pozostawionych sobie piwnic były opłakane. Pod domami i kamienicami zaczęły osiadać fundamenty. W wyniku powstałych zaniedbań rozebrano ok. 60 obiektów nie nadających się już do remontu. Niestety większość z nich to piękne, zabytkowe kamienice. Znaczna część kłodzkiej starówki zagrożona była zawaleniem. Dalszym zniszczeniom zapobiegły prace naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oraz wałbrzyskim górnikom. Współpracując z nurkami, saperami i architektami sporządzili oni wstępne plany podziemi. Zespół specjalistów z AGH przygotował projekt i wytyczne dla przebiegu trasy podziemnej. Po dziesięciu latach ciężkiej pracy, zabezpieczaniu każdej piwnicy, wnęki i chodników, stworzono wielopoziomową podziemną trasę wiodącą pod ulicami Kłodzka. 4 grudnia 1976 r. udostępniono zwiedzającym 600-metrowy odcinek trasy. Odcinek ten nazwano Podziemną Trasą Turystyczną im. 1000-lecia Państwa Polskiego. To punkt obowiązkowy w Kłodzku. Wejście na trasę znajduje się u podnóża twierdzy. Zarówno na dorosłych jak i dzieciakach robi ogromne wrażenie.

Kłodzki rynek

Zabytkowe kamiennice, urocze zakamarki i najbardziej reprezentacyjna i okazała budowla w rynku czyli Ratusz sprawiają, że przenosimy się tam w czasie, a rynek zachwyca różnorodnością stylów architektonicznych. Na wprost głównego wejścia do ratusza stoi fontanna. Już w połowie XVI w. mieszkańcy Kłodzka zainstalowali w tym miejscu studnię. Obecna studnia publiczna pochodzi z przełomu XVII i XVIII w. Jej elementem charakterystycznym jest duża koncha, wsparta na czterech delfinach, nad którą wspiera się na tarczy herbowej lew czeski w kielichowej koronie.  Zabytkowe kamieniczki były kiedyś domami kłodzkich rzemieślników, kupców i szlachty.  Z niektórymi  z nich związane są legendy, a przy budynkach wiszą tabliczki, na których znajdziemy mnóstwo ciekawej i fajnie podanej wiedzy.

Zamek Leśna Skała w Szczytnej

Przed laty był tu fort, rezydencja Hochberga, luksusowy wojskowy ośrodek rehabilitacji Wehrmahtu, sztab armii sowieckiej, a potem przez ostatnie 70 lat Dom Pomocy Społecznej.

Po latach teren przejęła Fundacja Leśna Skała i dzisiaj, usytuowany na Szczytniku Zamek Leśna Skała można zobaczyć z bliska. Nie zwiedzaliśmy zamku w środku bo koszt z przewodnikiem to 25 zł za osobę a udostępniona do zwiedzania jest tylko nie wielka część. Ale chętnie wrócimy za jakiś czas, kiedy zamek odzyska więcej swojego blasku wewnątrz.

Większość wnętrz nadal nosi ślady przystosowania na potrzeby DPSu. Zamek został przejęty w tym roku więc wszystko wymaga czasu i ogromnych środków a plany Fundacja ma ambitne 

W parku przy zamku uruchomiono kawiarenkę w której można zjeść podobno pyszne hamburgery. Niestety akurat ta część była nieczynna. Przy zamku jest punkt widokowy z którego rozpościera się widok na panoramę Obniżenia Dusznickiego. 

Zamek Homole 

A właściwie ruiny zamku – położony na wierzchołku góry Gomoły liczącej 733 m n.p.m. aby dojść do ruin trzeba pokonać ok. 300 schodów.

Po drodze znajdziemy bujną i urozmaiconą roślinność.  Na szczycie góry najpierw powstała strażnica a potem murowana warownia. Przez lata należąca do husytów i rycerzy rozbójników była postrachem dla przejeżdżających pobliską drogą kupców. Legenda głosi że zamek zbudował sam diabeł  

Dzisiaj są tu ruiny, pozostał bardzo niewielki fragment muru a w drodze na górę powstała ścieżka edukacyjna. Dookoła mamy też ładne widoki. Dojazd do Zamku Homole jest dobrze schowany więc patrzcie uważnie na nawigację.   

Kłodzko i okolice to mnóstwo atrakcji, tras turystycznych, górskich i miejsc, które sprawdzą się na weekend i na długi urlop. Tutaj na pewno nie będziecie się nudzić. My wiem, że wrócimy w ten rejon nie raz i nie dwa. I na pewno wrócimy też do Was z kolejną listą atrakcji i przetestujemy kolejne miejsca na wypad pod namiot.